Kto trochę czyta naszego bloga, ten zorientował się już, że zima to nie jest nasza ulubiona pora roku. No nie jest. W dodatku tegoroczna jest wyjątkowo ponura, a to nie pomaga. Ciągnie się już prawie pół roku. Mam coraz częściej poczucie, że już nie wytrzymam. Ale wytrzymam, bo wiem, że wiosna jednak przyjdzie. Może nawet cały 2017 ty będzie ponury, deszczowy i zimny, ale ciepło w końcu się zrobi. No to muszę być na ten czas gotowa 🙂

Zdjęcie jest dowodem na to, że bywa i lato. Odłożyłam okulary i patrzę sobie 🙂

Akurat następujące po sobie pory roku, nasłonecznienie i temperatura, to nie jest coś na co mam wpływ, ale i w życiu, przynajmniej tym prawdziwym, są rzeczy, które łączą w doskonały duet te dwie cechy: 1. nie podobają mi się i 2. nie mam na nie wpływu. Taki “duet” potrafi przycisnąć mnie skutecznie do poziomu podłogi. Zdarza się też, szczerze mówiąc tak, że ta podłoga to szczyt, na który musiałabym się chyba wdrapać.
Wtedy trzeba przetrwać zły, ponury czas. Jakoś to wytrzymać i z nadzieją oczekiwać na odwilż, pierwszą jaskółkę, która wprawdzie wiosny jeszcze nie czyni, ale jednak jest jaskółką i cieszy.
Oprócz zimy, mrozu i ponurości jest takich rzeczy niestety więcej. Czasem ktoś ma zły dzień, czasem coś nie idzie w pracy, czasem się pokłócimy, ktoś jest zmęczony, a ktoś powie coś, czego nie powinien. Albo coś będzie nie w porę. Bywa.
Zwykle nie warto marnować energii na walkę z wiatrakami, czy inną zimą. Nie ma co się złościć, wściekać i “niewytrzymywać”. Lepiej zrobić sobie gorące kakao/herbatkę czy co kto lubi, postarać się aby było w miarę przyjemnie i przeczekać trudniejsze chwile. Nie ma też co siać paniki kiedy nadchodzą. Są częścią życia. Przynajmniej tego prawdziwego 🙂
Ale i tak wolę wiosnę.