Dzisiaj zagadka: kto to powiedział i kiedy?
Tyrania chwili dezinformuje i deformuje obraz świata, wprowadza nasze umysły w stan chaosu. Przyczyną tego jest niewyobrażalna wprost obfitość nieuporządkowanych informacji. Ludzki umysł nie jest przygotowany na ich absorpcję, analizę. O ile kiedyś groził niedobór informacji lub cenzura, dziś mamy kłopot z ich nadmiarem. 

Rozwiązanie zagadki i jednocześnie temat na dziś – to słowa Ryszarda Kapuścińskiego, wypowiedziane w wywiadzie, w październiku 2006 roku. Nagród nie ma, a wywiad o tytule “Detronizacja Europy” jest zadziwiająco aktualny i może wart przeczytania nawet bardziej niż 10 lat temu (link podaję na końcu posta).
Ale nie o Cesarzu Reportażu dzisiaj, tylko właśnie o tyranii chwili. Słyszałam też kilka dni temu o przymusie natychmiastowości. Jestem gotowa twierdzić, że problem przez ostatnie dziesięć lat nie został rozwiązany, a być może nawet się nasilił. Nie mogę tutaj nie przypomnieć sobie babci znajomego, która dostawała gazety od sąsiadki. Gazety były już przeczytane, czyli śmiertelnie nieaktualne. Starszej pani w niczym to nie przeszkadzało. “Jak coś się stanie, to się już nieodstanie” twierdziła i dodawała, że jak ona się o tym dowie dwa dni później, to też tragedii nie ma.
Jeśli na taką koncepcję tego czym jest NEWS przeszły Cię ciarki, może warto się nad tym zastanowić? Czy rzeczywiście musimy natychmiast dowiedzieć się o wszystkim?

Z jednej strony dostępność informacji jest dla nas, dzisiaj, oczywista i ułatwia nam życie. Pewnie, że tak. Dostęp do informacji to ważna i poważna sprawa. Nie chodzi więc o ten dostęp, tylko o nadmiar i problem z tym co uznać za informację ważną, istotną, a co można sobie odpuścić. I ile informacji trzeba jednak mieć, żeby o tym zdecydować.
Ciągle siedzimy na Faebook’ach, Twitter’ach i im podobnych. Ja sama podczas I etapu konkursu na Blog Roku sprawdzałam statystyki o wiele częściej niż dwa razy na dobę, chociaż odświeżanie strony było o 12.00 i 24.00…
Bo gdyby….
No właśnie. Jeśli zajrzysz na wspomnianym Facebook’u na tablicę tylko raz dziennie, ominie Cię mnóstwo, prawdziwe mnóstwo, informacji o tym czyj kotek akurat śmiesznie wyglądał, kto boi się Chińczyków i dlaczego, kto prawdopodobnie był Bolkiem, kto bosko wygląda, kto nie lubi tych, którzy uważają, że jednak nim nie był (Bolkiem), o tym, kto zmienił kolor włosów, kto bardziej cieszy się z Oskara Leonarda, a kto uważa, że Ennio powinien dostać go już dawno temu, kto jest w ciąży i co wniknęło z tego że jakaś pani użyła sody do czyszczenia piekarnika. Tego wszystkiego możesz się nie dowiedzieć nigdy, bo tablica na fejsie przesuwa się w dół. Nigdy tego nie odnajdziesz. Nigdy.
Nie jestem wrogiem mediów społecznościowych. Wcale nie. Mam konto osobiste na FB, Google +, funpage, snapchata, nawet bloga prowadzę 🙂 Ale warto zadać sobie pytanie jak zmieni się moje życie, jeśli nie wejdę na te konta przez na przykład jeden dzień w tygodniu? 
Może, kiedy rozmawiam z Drugim Człowiekiem mogę odłożyć komórkę, może nawet wyłączyć WiFi? 
Fajnie, a jak ktoś akurat zadzwoni? 
A jak ominie mnie fame życia?
Ostatnio w kawiarni widziałam parę, która była na kawie. Oboje usiedli, wyciągnęli komórki, sprawdzili czy świat nadal istnieje i dopiero potem zamówili tę kawę. To była dobrze mi znana para – ja i Szacowny Małżonek. Zauważyłam. Tym razem, bo nie musi wcale minąć wiele czasu, aż przestanę zauważać…
Zauważyliśmy (a jednak:) jakiś czas temu, kiedy jeszcze mieszkał z nami nasz syn, że tak właśnie wyglądają nasze wspólne śniadania. Mieliśmy to szczęście, że kilka razy w tygodniu udawało się nam jeść je wspólnie. Tylko z tą wspólnością było kiepsko. Każdy załatwiał swoje sprawy nie cierpiące zwłoki, klikaliśmy przeżuwając w milczeniu kanapki, jajecznice czy co tam akurat było na śniadanie zupełnie nie nawiązując jakiegokolwiek kontaktu. Oddając sprawiedliwość rzeczywistości, przyznaję – mruczeliśmy czasem do siebie jakieś: “mhmmm, nie…, tak…, podaj majonez, mhmmm…”. Łatwo też było nam o zniecierpliwienie, kiedy jedno z nas usiłowało dowiedzieć się czegoś od dowolnie wybranego uczestnika wspólnego śniadania. 
Zauważ – zdiagnozuj – jeśli trzeba – zmień. 
Skorzystaliśmy i wprowadziliśmy AZEPWP – Absolutny Zakaz Elektroniki Podczas Wspólnych Posiłków. Najbardziej buntował się w pierwszej chwili Młody. I… najszybciej się dostosował do podjętej decyzji. Okazało się, zupełnie zresztą niechcący, że wcale nie jest to problem, który dotyczy wyłącznie młodego pokolenia. To znaczy dotyczy, oczywiście, ale stare przysłowia nadal mogą nosić zaszczytne miano mądrości narodu. “Jaka matka, taka natka”, “czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”, “czym skorupka za młodu….” i jeszcze kilka. 
– No, ale ja załatwiam ważne sprawy, a ten smarkacz….
Jasne…
Historia z życia wzięta:
wiele lat temu, tak wiele, że nie udało mi się w czeluściach Google znaleźć żadnej informacji na ten temat, czyli rok 1997 albo 1998 🙂 w Studiu im. Agnieszki Osieckiej odbył się koncert – spektakl transmitowany przez Radiową Trójkę. Był to “Człowiek z La Manchy” chorzowskiego Teatru Rozrywki. Normalnie, w teatrze, trwał ponad dwie godziny. Na potrzeby radia został “zgrabnie przycięty” do 1,20 h. Ale okazało się, że nie pasuje. 10 minut po każdej pełnej godzinie były przecież Informacje. No i trzeba było transmisję musicalu zmieścić w 50 minutach. Spektakl odbywał się w Studiu normalnie, ale słuchacze Trójki o 13.00 usłyszeli wiadomości. Tak potrzeba chwili wygrała z pięknem…
Śnić sen najpiękniejszy ze snów,
iść w bój w imię cierpień i krzywd, 
i nieść ciężar swój ponad siły, 
iść tam gdzie nie dotarłby nikt…
A tutaj obiecany powyżej link do wywiadu Wojciecha Jagielskiego z Ryszardem Kapuścińskim: Detronizacja Europy