Często mówimy o potrzebie, a wręcz konieczności odpoczynku, wyluzowania, chwili przerwy w codziennym życiu. Świat szaleje, a my z nim. Kolejne lata przelatują nam koło nosa, że nawet nie wspomnę o miesiącach czy dniach. Codzienność przyciska nas do ziemi a my nawet tego nie zauważamy.

Mówi się, że szewc bez butów chodzi. Prawda. I nam zdarza się pędzić niemal na oślep, bo kolejne spotkania, kolejne obowiązki i tak dalej. Wprawdzie nasze dzieci dawno się już wyprowadziły i nie mamy tylu obowiązków domowych, co kiedyś, ale… dawno już znaleźliśmy sobie nowe. Od czasu do czasu udaje się nam jednak posłuchać własnych rad i wtedy wyrywamy się gdzieś tylko we dwoje.

Tym razem byliśmy w Iławie i trzeba było wrócić do domu. Pracowaliśmy w sobotę, więc zrobiliśmy sobie przesunięty weekend niedziela – poniedziałek. Czasem się udaje 🙂

Prosto z Iławy pojechaliśmy dosłownie kilka kilometrów do Szymbarka zobaczyć zamek. Niestety zamek jest w ruinie i nie da się do niego wejść, ale i zwiedzanie “od zewnątrz” zrobiło na nas wrażenie. Trudno się dziwić – to (był) drugi co do rozmiarów gotycki zamek na Warmii i Mazurach. Dość powiedzieć, że jego ściany mają ponad 90 i ponad 70 metrów długości. Obejście go dookoła zajęło nam całkiem sporą chwilę.

Jak to zamek na polskich terenach, historię miał dość burzliwą. Zbudowany został w XIV wieku przez proboszcza kapituły pomezańskiej Henryka ze Skarlina najprawdopodobniej na starszych pruskich fortyfikacjach. Pierwsze co zrobiliśmy, to krótka powtórka z historii – co to w ogóle jest ta kapituła i dlaczego pomezańska? Sprawa jest dość prosta i dotyczy historii – kapituła to w pewnym uproszczeniu to samo co dzisiejsza diecezja (rzymskokatolicka). Pomezańska dlatego, że została utworzona na terenie Pomezanii, czyli kraju pruskiego plemienia Pomezanów (których słownik uparcie poprawia mi na “parmezanów”). Kapituła Pomezańska miała katedrę w Kwidzynie, była więc znaczniejsza niż kapituły kolegiackie, które katedry u siebie nie miały. Została założona na początku XIII wieku, czyli dość dawno i istniała sobie mniej lub bardziej spokojnie, jej tereny zmieniały swoją przynależność na zmianę z rąk polskich na krzyżackie, do 1525 roku, kiedy to ostatni mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, popularnie zwanego Krzyżakami, został luteraninem i lennikiem polskiego króla. “Hołd pruski” Jana Matejki ukazuje właśnie tegoż księcia (Albrechta Hohenzollerna) klęczącego w srebrzystej zbroi przed polskim królem (Zygmuntem Starym). Kapituła w zasadzie upadła a z nią znaczenie kościołów, zamków i katedr. Obecnie ponad 90% diecezji elbląskiej to właśnie była kapituła pomezańska.

Wracajmy do zamku – znajdował się w rękach wielu ważnych (i bogatych) rodów, dostał piękny park krajobrazowy z oranżerią, dodatkowe zabudowania, miał nawet własny kort tenisowy, a na początku XX wieku został zelektryfikowany i podłączony do sieci telefonicznej. Bywał niszczony i przebudowywany na wiele różnych sposobów aż do II wojny światowej, którą przetrwał w całkiem dobrej kondycji. Niestety spotkał go los wielu pięknych budowli – czerwonoarmiści opuszczając go po wojnie ograbili go doszczętnie i spalili, chociaż podobno musieli dwa razy podkładać ogień, który nie chciał jakoś porządnie się rozniecić. Czego nie strawił pożar zostało rozebrane w ramach czynu pierwszomajowego w latach sześćdziesiątych. Serio. Teraz zamek wygląda tak:

Obecnie są plany odbudowy zamku i przekształceniu go w hotel, ale nowy właściciel, który nabył zamek za niecałe 2 miliony złotych jakoś się nie kwapi. Chyba, że kwapi się bardzo, ale walczy z kolejnymi urzędami o kolejne pozwolenia, zaświadczenia i inne papierki, co w sumie jest możliwe.

Prosto z zamku ruszyliśmy do Siemian, gdzie podziwialiśmy Jeziorak z wieży widokowej. 14 metrów wysokości tej wieży nie jest bardzo imponujące, ale też nie musi – najdłuższe jezioro w Polsce prezentuje się wyśmienicie i z tej wysokości, tym bardziej, że mamy naprawdę fajną pogodę, co jeszcze rano wcale nie było takie oczywiste. Pobliski bar gruzińsko-polski (a raczej jego “ogródek”) pęka w szwach – dzisiaj pierwszy dzień otwarcia gastronomii. Póki co rezygnujemy i jedziemy dalej.

Korzystając z naszej ulubionej apki do znajdywania miejsc na nocleg jedziemy dalej i wkrótce, choć nieco obawiając się o stan leśnej drogi* (zupełnie niepotrzebnie) znaleźliśmy się na super miejscu przy Jeziorze Płaskim, które w zasadzie jest częścią Jezioraka. Spokojna łączka, kilku wędkarzy i my. Na jeziorze łabędzie i perkozy, z oddali słychać żurawie, jakieś gęsi i mnóstwo ptaków w pobliskim lasku tak jak my kończących dzień. Cudownie. Nawet komary zjawiły się w zupełnie letnich, wakacyjnych ilościach. Chwilę potem zaczęły latać nietoperze. No sielanka jak z marzeń. Warto było zatrzymać się na chwilę. Nawet na kilka chwil. W domu wprawdzie czekają obowiązki, ale troszkę jeszcze poczekają.

* oczywiście była to oznaczona droga prowadząca do leśnego miejsca postoju. Absolutnie nie jeździmy po lesie. Sami tego nie robimy i nikomu nie polecamy. To brzydko, niszczy las, płoszy zwierzęta i można dostać mandat.