Była sobie Smutna Królewna. Oczywiście, wzorem wszystkich królewien, była zgrabna, wiotka, słodka i powabna. To w zasadzie twierdziła o sobie pewna Samochwała, ale czasem to na jedno wychodzi. Tak czy siak wielu młodzieńców ubiegało się o rękę Królewny. Stawali w szranki i tłukli się ku uciesze Smutnej Królewny, która, jak to królewna, za nic miała ich starania. Nadal była smutna. Mijały dni i miesiące, kolejni książęta odjeżdżali z kwitkiem a królewna… No w każdym razie serce jej nie drżało. Spoglądała na kolejnych pretendentów do swej ręki na różne sposoby podpatrzone w filmach Disneya i komediach romantycznych i… nic. Zaczynała się już niepokoić, gdy pewnego dnia, o poranku, na dziedziniec wjechał kolejny przystojniak. Książę Wędrowiec. Było w nim coś niezwykłego. Był Inny niż cały dotychczasowy tłum. Smutna Królewna nie była pewna co to takiego, serce jej biło w nieznany do tej pory sposób, w głowie niemal się kręciło, więc przyglądała się niezauważona z krużganków. Niezauważona? Akurat! Gość w pewnym momencie spojrzał w górę i jego wzrok napotkał oczy królewny.
BUM!!! Grom spadł z jasnego nieba i poraził oboje.
Smutna Królewna porzuciła swój smutek i zbiegła w dół zupełnie nie bacząc na swoją uroczość a książę stał jak wryty z nie bardzo mądrym wyrazem twarzy. Kiedy królewna znalazła się już na dole, otrzeźwiała nieco, przywitała się z księciem dość powściągliwie jak na zaistniałą sytuację, jednak zupełnie nie zwracając uwagi na panujące w królewskim domu zasady. Od razu pojawili się na dziedzińcu członkowie dworu i spotkanie zostało przerwane. Królewna wróciła do swoich komnat, ale nie zaznała już spokoju.
Bardzo szybko okazało się, że łączy ich niezwykła wręcz więź. Lubią te same filmy, tak samo patrzą na życie i choć książę nie szukał żony, tylko był tym jedynym chyba, który po protu przejeżdżał przez okolice, to jednak odnalazł w oczach królewny sens i cel swojego istnienia. A i królewna nie była już smutna. Książę stał się jej radością.
Zrezygnowano z pojedynków, bo przecież książę nie musiał niczego udowadniać. Starsi dworzanie, a nawet królewska para utyskiwali na upadek obyczajów, ale królewna ogłosiła, że wszelkie próby sprawdzania kandydata na męża są dla niego poniżające, a przez to uwłaczają i jej samej i to zamknęło usta wszystkim zwolennikom tradycji. Oboje młodzi zakochani po uszy i kierowani duchem miłości, oficjalnie zostali parą. Patrzeli sobie w oczy, wyznawali miłość kilkanaście razy dziennie i z chwili na chwilę byli bardziej pewni, że ich więź jest niezwykła. Nikt i nigdy nie znalazł przed nimi tak fascynującego uczucia. Książę przestał się spotykać z kolegami, księżniczka zaniedbała relacje z damami dworu. Liczyli się tylko oni. Trzymali się za ręce, oglądali te same filmy, chodzili na spacery, patrzyli w tym samym kierunku, ale i sobie w oczy. Sielanka.
Król z królową coś tam mówili o budowaniu związku, ale nie do końca wiadomo co, bo w najoczywistszy sposób nie rozumieli Miłości, która zapanowała w życiu królewny i księcia.
Minął rok. Para hucznie świętowała swoją rocznicę, jednak był to również dzień, w którym na ich niezwykłym związku powstała rysa. Królewna zaczęła rozmawiać ze starymi przyjaciółkami i zagadała się po prostu. Książę przez dłuższą chwilę stał z boku i przyglądał się rozmowie ukochanej, która śmiała się, cieszyła spotkaniem z dziewczynami a o nim… chyba już zapomniała.
Był żal, była złość, było rozczarowanie. Były wyrzuty, były łzy, były zapewnienia. Królewna nieco posmutniała, a książę przez chwilę pomyślał o wędrowaniu.
Życie toczyło się dalej.
A z nim coraz częstsze sytuacje, o których oboje nigdy dotąd nie pomyśleli. Królewna coraz częściej nie przypominała księciu tej uroczej osoby, której wzrok napotkał kiedyś, a i on w oczach królewny nie był już tym samym bohaterem. Oboje poczuli się w końcu oszukani.
Zmieniłeś się!
Chyba żartujesz? To ty się zmieniłaś!

A ponieważ to jest blog o tym, że “dobrze nam razem”, Królewna poszła pogadać do starej, mądrej damy dworu, książę zaś pogadał z doświadczonymi w małżeństwie starszymi kolegami, ogarnęli się, pojechali na wakacje, wreszcie porządnie porozmawiali o swoich oczekiwaniach, opłakali swoją głupotę, wybaczyli sobie wzajemną nieidealność i… żyli długo i szczęśliwie.