Podobno święty Walenty był duchownym i lekarzem. Żył w Cesarstwie rzymskim, a konkretnie w Terni, u stóp wodospadu Cascata delle Marmore widniejącego na poniższym zdjęciu, za panowania cesarza Klaudiusza II, który wtrącił go do więzienia za błogosławienie ślubów legionistów, którym wcześniej cesarz zabronił się żenić. W więzieniu zakochał się w niewidomej córce własnego strażnika, i dziewczyna z powodu jego modlitw odzyskała wzrok ( to był III wiek n.e, więc jako duchowny miła pełne prawo zakochać się a nawet ożenić). Zły cesarz się wściekł i zarządził egzekucję Walentego. Ten nie odwołał swoich uczuć i planów matrymonialnych, więc wyrok wykonano 14 lutego 269 r. Ale nieco wcześniej Walenty napisał listo do swojej ukochanej. Jak go podpisał?  “od Twojego Walentego” oczywiście. I tak się wszystko zaczęło. No może nie całkiem wszystko, ale podobno taka jest historia współczesnych walentynek.
Cascata della Marmore – w Terni, u stóp wodospadu mieszkał podobno dawno, dawno temu święty Walenty.

Historia historią, a szaleństwo trwa. Wszechobecne serduszka, słodkie kotki i pluszowe misie, zalewają internet, wszędzie kwiatki i czekoladki, sklepy sprzedają co tylko się da w walentynkowych promocjach (promocję mamy także my – Walentynkowa promocja :P), kina, restauracje i cukiernie przeżywają oblężenie, poczta przesyła kartki we wszystkie strony. Świat oszalał. A święty Walenty jest patronem tego szaleństwa. 

Święto zakochanych. Święto miłości. I dobrze, jakkolwiek wielkim fascynatem tego szaleństwa nie jestem, to lubię święta i świętowanie. Nie ma naprawdę nic złego w świętowaniu fajnych rzeczy, które spotykają nas w życiu. Ale myślę sobie, że takie walentynki to jednak trochę robią nam wodę z mózgu. Bo zakochanie nie ma z miłością aż tak wiele wspólnego jak się nam 14 lutego co roku zbiorowo wydaje. Nie świętujemy miłości a właśnie jedynie zakochanie. Powtarzam – nie ma w tym nić złego, ale…
Podobno “ale” w zdaniu wszystko psuje. No cóż, trudno. 
Krąży ostatnio na facebooku mem z podpisem “zakochać się może każdy – sztuką jest wytrwać w miłości całe życie”. Co racja, to racja. Miłość jest sztuką. Podobnie jednak jak wszystkie inne dziedziny sztuki wymaga ćwiczenia. Cudownie jest iść na koncert wspaniałego skrzypka i patrzeć jak instrument poddaje się jego dłoniom, cudownie jest patrzeć jak spod czyjegoś pędzla wyłania się obraz. Ale tylko Ci, którzy są Artystami wiedzą ile godzin poświęcili na ćwiczenie, ile razy bolały ich te zdolne dłonie, ile razy doświadczyli poczucia beznadziei, niemożności. 
Tego nie widzi ten, kto przyszedł podziwiać Sztukę. 
Z miłością jest bardzo podobnie. Ci, którzy się prawdziwie kochają, często słyszą o szczęściu jakie ich spotkało, o tym jak cudownie być kochanym. Tak. To jest prawda. Cudownie jest być Artystą. Cudownie jest tworzyć swoje życie z Drugim, cudownie jest pokonywać trudności, problemy i cieszyć się wspólnymi zwycięstwami. Wspaniale jest siedzieć pod jednym wspólnym kocem z gorącymi kubkami i po prostu rozmawiać. Wspaniale jest starać się rozumieć i widzieć podobne staranie. Cudownie jest mieć siwe włosy i kolejne zmarszczki, które w niczym nie przeszkadzają, bo przecież piękno jest w oku patrzącego. 
Ale jest też piękno w burzy. W ścieraniu się dwóch osób; dwóch historii, dwóch charakterów, dwóch marzeń, dwóch pasji. Kiedy z Dwojga powstaje Jedność, takie burze są nieodzowne. Towarzyszy temu ból, towarzyszą temu łzy, czasem rozpacz. Ale miłość potrafi je przezwyciężyć. I cudownie jest tego doświadczać. 
Miłość to nie są pluszowe misie, serduszka i czekoladki, patrzenie sobie w oczka i wspólne seansy kinowe czy ciasteczka w cukierni w centrum handlowym. To są całkiem fajne rzeczy, jeśli ktoś je lubi, ale miłość jest czymś o wiele, wiele większym. I trwa o wiele dłużej niż walentynki.
Bo jak śmierć potężna jest miłość,
a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol.
Żar jej to żar ognia, płomień Pański.
Wody wielkie na zdołają ugasić miłości, i nie zatopią jej rzeki.