Za oknem leje jak z cebra i pogoda bynajmniej nie jest wiosenno-świąteczna. Ale to nie zmienia faktu, że Święta tuż tuż. Zostało jeszcze tylko kilka rzeczy do ogarnięcia. Nie żebym wszystko miała perfekcyjnie gotowe. W tym roku, głównie z powodu przeziębienia, które jeszcze ciągle mnie trzyma i pewnych zawirowań jeśli chodzi o moje ogarnianie rzeczywistości, jest z tymi przygotowaniami raczej tak sobie. Raczej bardzo tak sobie… Nie zdążyłam zrobić wielu rzeczy, o których myślałam, że jednak zdążę. I nawet miałam zamiar je zrobić. Teraz pozostał mi wybór – uprzeć się i jednak ogarnąć wszystko i w Święta paść jak nieżywa z myślą głośniej lub ciszej wyrażaną – jak ja nie cierpię Świąt!, lub wyluzować nieco, zrobić kilka niezbędnych rzeczy, które zrobione być muszą, te mniej istotne pozostawiając na po-świętach, wziąć głęboki oddech i zadbać o rodzinną, świąteczną i wspaniałą atmosferę. Święta!
Niekoniecznie jest to całkiem łatwe, ale warto wybrać tę drugą opcję 🙂
Chociażby po to, by samemu móc też cieszyć się Świętami. Tuż za rogiem niestety czyha na zwolenników tego rodzaju wyboru mała wredota: Ale-przecież-nie-da-się-świętować-przy-brudnych-oknach.

Wspomniana wredota ma rodzeństwo, które uprzykrza nam życie i wypomina, i punktuje każde, nawet najdrobniejsze uchybienie. Tego stwora należy czym prędzej przepędzić. Okna naprawdę można umyć kiedy zrobi się cieplej. Podobnie jak jeszcze kilka innych rzeczy. Święta i tak się odbędą. Wcale też nie jest konieczne do świętowania posiadanie własnoręcznie upieczonych sześciu pasztetów, czternastu mazurków, pięciu serników i ciasteczek przekształconych za pomocą lukru w absolutne dzieła sztuki. Fajnie wygląda to na Instagramie, ale naprawdę nie te rzeczy czynią nasze święta udanymi.

Kiedy skupiamy się na tym ogromie pilnych rzeczy do zrobienia przed Świętami, umykają nam rzeczy ważne, choć może nie tak pilne. W biegu dostajemy zadyszki i kiedy przychodzi czas Świąt padamy na pysk i niech no tylko ktoś spróbuje nam przeszkodzić! Albo przygotowujemy Święta na błysk dla całej rodziny i kiedy tylko się skończą… odpoczywamy w pracy. W efekcie jesteśmy zabiegani, źli, sfrustrowani i zmęczeni. I rozczarowani tym, ze nikt nas nie docenia. 
A w Świętach chodzi przecież o coś zupełnie innego.
Rodzina, wszyscy razem, patrzymy sobie w oczy, rozmawiamy, wymieniamy się prezentami “od zajączka”. Jest dobrze. Jesteśmy razem. Kochamy się. 
Cieplej, cieplej…
Ale życie niestety nie zawsze tak wygląda. Nie każdy i nie zawsze może się cieszyć prawdziwą bliskością … bliskich. I nawet jeśli w moim życiu by tak nie było, to znów mam wybór – mogę się skupić na braku, na samotności, ale mogę też świętować mimo wszystko. Bo przecież trudno o bardziej spektakularne zwycięstwo dobra nad złem niż Wielkanoc właśnie. Trudno o coś więcej niż dowód na to, że to, co umarło, może nadal żyć, trudno o większą nadzieję niż Zmartwychwstanie! 
…Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela…
Łatwo jest poddać się codzienności. Łatwo jest w tej codzienności się zatracić i spodziewając się małego, przeoczyć Wielkie. 
Oby nam się to nie przydarzyło. A jeśli się nam przydarzy, obyśmy nie trwali w uporze.
I to są nasze świąteczne życzenia