Wszyscy wokół składają już noworoczne życzenia. To bardzo fajny zwyczaj. Też życzymy Wam Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku 🙂
Ale oprócz życzeń i noworocznych postanowień, które realizujemy podobno niestety tylko w kilku marnych procentach… Centra fitness podobno miewają na początku roku nawet o 1/3 więcej nowych klientów, z których wielu rezygnuje już po pierwszym tygodniu Nowego Roku. Podaje się, że powodem takich słabych rezultatów jest przede wszystkim stawianie sobie nierealnych i zbyt ogólnych postanowień. Możliwe.
Tylko jak w obecnych szalonych dość czasach ustalić sobie realne cele? No i kiedy? Wymyślamy więc coś z gatunku “od 2017 wszystko będzie inaczej”: kolejne cele, kolejne zadania, rozwój, rozwój i jeszcze trochę rozwoju. To i to zrobię, tam i tam pojadę, to i to osiągnę i … wymiękamy kiedy tylko kolejny dzień stycznia stanie się liczbą dwucyfrową…

A może warto byłoby zatrzymać się na jakiś czas. Może nawet nie na bardzo długo. Usiąść, zrobić sobie dobrą herbatkę/kawę/kakao i zastanowić się nad tym gdzie jestem teraz.
Jak minął mi ten Stary Rok.
Co przyniósł, co zostawił a co być może ze sobą zabrał.
Jakie podjęłam decyzje i co z nich wyniknęło. Co dobrego, a co złego. Jeśli dobrego – za co i komu mogę być wdzięczna, jeśli złego – czy i jak mogę się z tego wyplątać?
Kogo nowego poznałam? Co Ci ludzie wnieśli w moje życie?

Arystoteles twierdził, że stajemy się tym, co powtarzamy. Coś w tym jest. Może więc warto  po prostu powtarzać to, co było w Starym Roku dobre? Tak całkiem po prostu, nawet bez specjalnego noworocznego postanowienia robić więcej dobrego, a mniej złego? Trochę może za proste i niestety nieco zbyt ogólne. Ale jeśli rzeczywiście siądę i pomyślę o Starym Roku, który powoli się kończy i kilku minionych Jeszcze Starszych Latach, o tym co “się wydarzyło”, a czego ja sama byłam sprawcą – może to nabrać konkretnych kształtów. Sama wybiorę to, co chcę powtarzać i kim chcę się stać.