Byliśmy ostatnio w kinie. Mamy taką bardzo bliską osobę, z którą raz w roku wybieramy się do kina. Może uda się z tego stworzyć tradycję? Kto wie? Trochę zależy od tego, co będzie “leciało” w styczniu przyszłego roku.
Kino było raczej pełne, siedzieliśmy wszyscy, jak to w kinie, a przed nami, na ogromnym ekranie, bohaterowie opowieści walczyli z oddaniem o swoje sprawy. Nie ważne na jakim filmie byliśmy, i nie będę pisała o samym filmie, bo nie o film mi tutaj chodzi. W pewnym momencie jakoś rozejrzałam się po sali. Skupieni ludzie, mechanicznie przeżuwając popcorn i popijając colę z ogromnych kubków, wciśnięci w fotele przeżywali  rozterki bohaterów filmu. Scena była dość emocjonująca. Ważyły się losy walki, a może nawet całej wojny – tego widz jeszcze nie wiedział, wszyscy patrzeliśmy z przejęciem. No właśnie.
Z jednej strony wygodna klimatyzowana sala, popcorn i cola, wygodne fotele i  dyskretne zielone światełko wyjścia ewakuacyjnego z drugiej walka, krzyk, strach, szczęk broni, pot, krew, przerażenie i śmierć (tak, wiem, że to byli tylko statyści).
Z jakiego powodu lubimy na to patrzeć?
Kiedyś widziałam reklamę jakiejś strategicznej gry komputerowej – Weź udział w prawdziwej przygodzie niczego nie ryzykując! – zachęcał jej producent, czy może raczej sprzedawca.
Jest coś na rzeczy. Przynajmniej, jeśli chodzi o mnie. Lubię filmy. No lubię. I chyba właśnie dlatego. Mogę przezywać przygody bohaterów siedząc w kapciach we własnym fotelu albo we wspomnianej wyżej kinowej sali. Jak to jest? Dlaczego tak się dzieje?
Jakiś czas temu dowiedziałam się o istnieniu neuronów lustrzanych u człowieka. Mają je też niektóre zwierzęta. W bardzo dużym uproszczeniu, zadaniem tych szczególnych komórek jest empatia wobec innych. Kiedy widzimy jak ktoś coś przeżywa lub czegoś doświadcza, w naszym własnym mózgu aktywne stają się te jego obszary, który byłyby aktywne, gdyby rzecz dotyczyła nas osobiście. To z ich powodu, kiedy widzimy jak królewna kłuje się wrzecionem w palec, na widok przebijającego delikatną skórę ostrza i pojawiającej się kropli krwi, wyrywa się nam “ałć!”. Te właśnie neurony lustrzane pozwalają nam też doświadczać, w pewnym sensie, przygody podczas oglądania filmu. Dzięki nim “wkręcamy się” w historię opowiadaną przez reżysera.
Ale jednak nadal siedzę w wygodnym fotelu. Nie przeżywam prawdziwej przygody. Wiatr nie targa moich włosów i serca nie rozrywa mi prawdziwa konieczność wyboru. Oglądam życie, a nie żyję…
Prawdziwa przygoda, prawdziwe życie wymaga ode mnie zejścia z fotela. Muszę wstać i wyjść z domu. Narazić się na niewygodę, na ból, strach, wysiłek. Może być, a nawet bywać ciężko. Ale tylko tak można przeżyć życie. I tylko tak można mieć radość z przeżywania przygody i satysfakcję u jej końca. Żyć.