Jutro rano wyjeżdżamy na SLOT ART FESTIVAL.
Ostatnie przygotowania, pakowanie. Jest namiot, śpiwory, kubeczki, jakieś drobne jedzenie (na Festiwalu zawsze można coś dokupić), trochę ciuchów, notatki, aparat… Jedziemy. Trochę jubileuszowo wyjdzie, bo to nasz 10 Festiwal “pod rząd”. Wcześniej bywaliśmy w tak zwaną kratkę. Mieliśmy dzieci. W sumie dalej je mamy, ale oboje już dużo bardziej po prostu są, niż to akurat my je mamy 🙂
Bardzo jesteśmy ciekawi co przyniesie nam tegoroczna edycja Festiwalu. Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy sobie o tym, że wszystkie kolejne upływały nam pod znakiem jakiejś konkretnej relacji. Jest jakoś tak, że zawsze z kilkoma osobami spędzamy więcej czasu niż z innymi. Kilka lat temu na przykład SLOTem zawładnęła pewna Mała Dziewczynka, która akurat tam i wtedy uczyła się chodzić. Kiedy indziej byli to Starzy Dobrzy Znajomi, czy spokojne pogawędki przy herbacie w Zaprzyjaźnionym Namiocie. Był też taki SLOT, na którym poznaliśmy ogromne mnóstwo Nowych Osób.
Co będzie tym razem? Czas przed jakimś wydarzeniem, oczekiwanie, ma w sobie coś magicznego. Jesteśmy trochę jak Kubuś Puchatek, który zastanawia się czy najlepszy jest moment jedzenia miodku czy ta chwila tuż przed. To chyba dylemat niemożliwy do rozstrzygnięcia. Ale na pewno warto zatrzymać się tuż przed, aby tej chwili doświadczyć.
Już jutro staniemy w arcydługiej kolejce do rejestracji, znajdziemy miejsce na namiot i staniemy się częścią Festiwalu, porwie nas i przez kilka dni będzie wyznaczał rytm. Co przyniesie?